TEST: Renault Clio 1.0 TCe 100 KM – sporo dobrych zmian

Francuzi odmienili swojego miejskiego hatchabacka i wykonali kawał świetnej roboty. Nie jest on jednak bez kilku irytujących wad.

Renault Clio to model, który otacza nas wszędzie. Auto zadebiutowało już 30 lat temu, a poprzednie cztery generacje wyprodukowane zostały w ilości ponad 15 milionów egzemplarzy. Ciężko jest, aby choć jednego dnia nie spotkać, któreś generacji francuskiego bestsellera na naszych drogach.

Dziś na rynku mamy już piątą generację modelu i nie zapowiada się, aby sprzedawała się gorzej niż poprzednie. Ba, wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze lepiej. Nowe Clio wydoroślało, wyładniało i oferuje teraz jeszcze więcej w podobnej cenie.

Z zewnątrz nowe Clio nie jest w żaden sposób rewolucją. Wygląda jak drugi facelifting czwartej generacji. Pojawił się zmieniony przedni pas ze światłami układającymi się w literę “C”, a z tyłu lampy mają kształt zbliżony do większego Megane, lecz bez łączącego paska okalającego logo Renault.

Bryła pozostała bez większych zmian, a wyróżnić możemy zaledwie kilka detali, które jasno ukazują, że jest to nowa generacja, z których największym jest chromowany pasek ciągnący się przez drzwi z napisem “Clio”. Nie jest to jednak coś, co należy uznać za wadę, czy pójście na łatwiznę. Poprzedni design był bardzo udany i ukazał Clio w zupełnie nowej formie. Został też bardzo ciepło przyjęty zarówno przez klientów, jak i dziennikarzy i krytyków.

Wnętrze to jednak zupełnie inna para kaloszy. Całość została odmieniona nie do poznania. Pozbyto się wszelkich krągłości, które odpychały wiele osób, w tym mnie. Teraz postawiono na proste linie, sprawdzone formy i nowoczesny wygląd. W oczy najbardziej rzuca się wielki, pionowy ekran inforozrywki, który przeszedł diametralne odświeżenie i jest to całkowicie nowy system – przejrzysty, funkcjonalny i prosty w obsłudze.

Zadebiutowały również cyfrowe zegary, które możemy dostosować do własnych preferencji, czy nastroju. Pomaga w tym system trybów jazdy, w którym znajdziemy My Sense pozwalający dostosować wygląd elektronicznych tarcz, układu kierowniczego, pracy silnika, czy podświetlenia. To ostatnie to zupełna nowość, gdyż dotychczas taki gadżet mogliśmy spotkać wyłącznie w modelach Renault postawionych wyżej w hierarchii.

Kolejną małą zmianą jest tunel środkowy, który teraz nie jest już czymś, co wygląda jak plastikowa nakładka w stylu bogatszych wersji Fiata 126p, a pełnoprawny i praktyczny tunel. Znajdziemy tutaj dwa pełnowymiarowe miejsca na napoje, półkę na smartfona otuloną gniazdami USB i 12V, a także specjalne miejsce do odłożenia karty systemu dostępu bezkluczykowego. Dotychczas w modelach Renault mieliśmy albo specjalną dziurę w desce rozdzielczej, albo byliśmy skazani na trzymanie karty w kieszeni. Na pokładzie Clio nie znajdziemy nowych portów USB-C, które pozwalają na sprawniejsze wykorzystanie złącza do ładowania smartfonów i innych urządzeń, lecz tradycyjne złącza USB-A.

previous arrow
next arrow
Slider

Inną kwestią, którą warto nadmienić, to design i rozmieszczenie przeróżnych przełączników i przycisków. Ogromnie się cieszę, że ktoś w Renault wreszcie wpadł na to, że wielofunkcyjna kierownica nie musi być tylko od tempomatu. Teraz posiada ona przyciski również od komputera pokładowego, dzięki czemu nie musimy nim sterować z manetki od wycieraczki, oraz posiada aktywację obsługi głosowej.

Zrezygnowano z przełączników tempomatu w tunelu środkowym i teraz znajdują się razem z wszystkimi pozostałymi przyciskami od tempomatu na kierownicy. Jak na Renault przystało, regulacja głośności nadal jest na odstającym joysticku po prawej stronie. Ten przeszedł małe odświeżenie i wygląda nieco lepiej

Same przyciski, które znajdziemy w konsoli centralnej oraz po lewej stronie przy kierownicy są nowe i wyglądają bardzo fajnie. Ich prosty design bardzo dobrze komponuje się z pozostałymi elementami wnętrza. Co ciekawe, są to dokładnie te same przełączniki, które od dwóch lat możemy spotkać w Dacii Duster, dzięki czemu Renault mogło sobie pozwolić na nieco większe obniżenie kosztów produkcji. Z budżetowego modelu znajdziemy również panel automatycznej klimatyzacji, wykończenie gałki wybieraka biegów oraz wspomnianą wcześniej kierownicę, w której wymieniono jedynie wygląd poduszki powietrznej oraz dolnego ramienia.

Jeśli chodzi o ilość miejsca z przodu, to jest na dopuszczającym poziomie. Osobom o wzroście do ok. 1,9 m nie powinno zabraknąć miejsca zarówno na nogi, jak i nad głową. Same fotele są w porządku. Nie są one jakieś fantastyczne, lecz do zwykłej jazdy na co dzień w mieście są całkowicie wystarczające. W drugim rzędzie siedzeń również nie ma tragedii. Tylna kanapa to oczywiście miejsca dla dwóch osób z opcją przewiezienia trzeciej osoby. Nie znajdziemy tutaj podłokietnika nawet w opcji.

Bagażnik przeszedł rewolucję. Mieści on teraz aż 391 litrów (366 l w wersji z silnikiem Blue dCi 115), co jest rewelacyjnym wynikiem jak na samochód segmentu B. Względem poprzedniej generacji jest to wzrost o aż 91 litrów. Tylna kanapa składa się w proporcjach ⅓ : ⅔, dzięki czemu możemy przewozić przedmioty o długości ok. 1,4 metra, jednak dokładna pojemność w litrach nie jest mi znana z uwagi na ograniczone dane specyfikacji.

W gamie jednostek napędowych nowej generacji Clio znajdziemy łącznie 4 jednostki napędowe – 3 benzynowe i 1 na olej napędowy. Jeśli chodzi o benzynowe silniki to dziś do dyspozycji mamy 65-konny, 3-cylindrowy wolnossący silnik SCe, 1-litrowy, 3-cylindrowy turbodoładowany silnik o mocy 100 KM oraz 4-cylindrowy 1.3 TCe o mocy 130 KM. Gama jednostek wysokoprężnych ograniczona jest do 1,5-litrowego, 4-cylindrowego Blue dCi o mocy 115 KM. Gama od 2020 roku powiększy się również o silnik napędzany fabryczną instalacją LPG i będzie ona sprzężona z podstawowym turbodoładowanym silnikiem TCe 100.

Na potrzeby pierwszego testu nowego Clio otrzymałem egzemplarz z 3-cylindrowym turbodoładowanym silnikiem benzynowym występujący w cenniku pod nazwą “TCe 100”. Legitymuje się on mocą 100 KM przy 5000 obr/min oraz 160 Nm maksymalnego momentu obrotowego w przy 2750 obr/min. Według specyfikacji pozwala to na rozpędzenie się od 0 do 100 km/h w czasie 11,8 sekund, jednak czas wydaje się być nieznacznie krótszy. Nie było jednak okazji wykonać próby przyspieszenia, by to zweryfikować. Prędkość maksymalna jest mało istotna w aucie miejskim, lecz wynosi 187 km/h.

Taka wersja występuje wyłącznie z manualną, 5-stopniową przekładnią. Sama skrzynia nie jest taka straszna jak się wydaje. Jej biegi mają nieco dłuższe przełożenia niż zazwyczaj w samochodach miejskich, dzięki czemu nie musimy tak często ich zmieniać, a także pozwala to na jazdę na drogach szybkiego ruchu na rozsądnych obrotach, mimo braku 6. biegu.

W codziennym użytkowaniu Clio jest dobrym kompanem. Funkcjonalne wnętrze jest wygodne w obsłudze, a wszystko mamy w zasięgu ręki. Nowy system inforozrywki łatwo i szybko możemy obsłużyć, a jego płynność działania jest aż zaskakująca. Układ kierowniczy jest w porządku, podobnie jak widoczność, dzięki czemu manewrowanie Clio w zatłoczonych uliczkach nie jest ciężkie.

Najbardziej zaskoczony byłem jak Clio w tej wersji dobrze sprawdza się w trasie. Przez moment nieuwagi, w środku testu miałem wymuszony wieczorny wyjazd do Warszawy. Drugi redakcyjny samochód był w innej trasie, więc na szybkie 250 km zabrałem małe Renault. Mimo przeznaczenia do miasta, Clio sprawnie nabiera wyższych prędkości, ostatni, 5. bieg jest bardzo elastyczny. Jazda 140 km/h to dla niego żaden problem i mamy wtedy zaledwie ok. 3.000 obr/min. Spalanie również nie jest złe – możemy liczyć na ok. 8,1 l / 100 km. W mieście natomiast bez problemu zejdziemy do 5,5 – 6 litrów, a w cyklu mieszanym możemy liczyć na ok. 6 litrów.

Nie jednak bez wad. To co jest bardzo irytujące w nowym Clio to jednak kilka drobiazgów, do których ostatecznie da się po czasie po prostu przyzwyczaić.

Po pierwsze bardzo irytujące jest dla mnie, że gdy wsiadam do samochodu i klikam przycisk Start ze wciśniętym sprzęgłem, samochód jedyne co robi, to na ekranie wyświetla test systemów. Cały czas trzymając pedał sprzęgła w podłodze kompletnie nic się nie dzieje. Bardzo często samochód po prostu nie uruchamia się po pierwszym kliknięciu, niczym samochody z innego francuskiego koncernu, w których należy trzymać wciśnięty przycisk przez przynajmniej sekundę.

Drugą irytującym rzeczą jest wszechobecna głośność. Podczas jazdy już nawet przy 80 km/h słyszalny jest poważny szum w aucie. W kabinie robi się nieprzyjemnie głośno i auto niczym sugeruje byśmy podgłosili muzykę. Ten sam problem występuje w nowej generacji Renault Captur, którym mieliśmy okazję jeździć na początku grudnia.

Trzecia irytująca kwestia, które zapadła mi w pamięć, to ulokowanie przycisku otwierania klapy bagażnika. Nie znajdziemy go nigdzie na samej klapie, lecz we wgłębieniu tablicy rejestracyjnej, czyli nieco niżej poniżej. To automatycznie powoduje, że odruchowo chcemy pociągnąć ten przycisk niczym rączkę i otworzyć klapę, a praktyce wyginamy jedynie zderzak pod klapą. Niby drobiazg, jednak w praktyce potrafi być to bardzo irytujące.

Tydzień spędzony z Clio wspominam bardzo dobrze. Auto przeszło szereg zmian, dzięki czemu podoba mi się jeszcze bardziej niż poprzednia generacja, która również wywarła na mnie spore wrażenie. Auto wydoroślało, a w kwestii designu przeszło bardzo dobrą ewolucję.

Nie jest to auto idealne i może w wielu kwestia irytować. Niemniej jednak jest to kawał świetnego auta, który może być naprawdę miłym kompanem do codziennego poruszania się po mieście, a okazjonalnie również w krótkich trasach.

6,6
Osiągi i zużycie paliwa
Przestrzenność i komfort
Cena i wyposażenie
Nowoczesność
Właściwości jezdne

Tekst: Michał Śniadek

2019 Renault Clio 1.0 TCe 100 KM – zdjęcia z naszego testu

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

Dodaj komentarz